image14

 

 

Wspaniałe widoki cisza zbliża do Imlil. Imponująca droga wdziera się coraz wyżej w wysokie góry, ośnieżone szczyty kontrastują z zielonymi poletkami i zaczyna być zimno. Wokół masywu Toubkala rozsianych jest mnóstwo wiosek, w których życie nie zmienia się od wieków tak szybko. Mieszkający w nich

Beberowie, są chyba najmniej ucywilizowaną społecznością Maroka. Berberyjscy górale. Ich lepianki o płaskich dachach stoją na górskich zboczach, ogródki nawadniane tarasowo i gaje rozkwitają w dole.

image15

Imlil, miejscowość w sercu doliny Mizan, jest najpopularniejszą bazą trekkingową w Maroku. Od podstawy Dżebel Tubkal dzieli ją tylko 5 godzin marszu. Imlil żyje z trekkingu, duże możliwości transportowe, łatwo również znaleźć nocleg i wynająć przewodnika. Turystyczna atmosfera ogranicza się do samego miasteczka, w górze już pusto.
Małe miasteczko gdzie na głównej ulicy odbywa się cały handel. Każdy ma coś do zaproponowania, ale najbardziej rozbawia mnie mały sprzedawca ofiarujący wielki udziec. Na pięterku sprzedawcy dywanów przy tradycyjnej słodkiej miętówce wynajmują pokój w Armed. Wjazd stromy dla ludzi o mocnych nerwach. To już najwyżej położone miejsce w Maroku gdzie można wjechać serpentyną oglądając zmasakrowane auta na zboczu. Ibrahim przedstawia swojego osiemdziesięcioczteroletniego ojca i dziesięcioletniego młodszego brata. Przyjęcie tradycyjną bardzo słodką kawą.
Typowe berberyjskie wnętrze z portretem króla na ścianie.

image17

Malutki pokój i okalające miejsca do siedzenia. Malutki stolik i kolacja podana w stożkowym glinianym naczyniu podtrzymujące ciepło. Nieśmiertelne danie tajine.
Miła atmosfera i wyjątkowo płodny berber o imieniu Omar, który nie chodzi na dół i nigdy nie był u lekarza. Kolacja w całą rodziną kończy się o północy.
Na zewnątrz jest bardzo chłodno, co czuć przez niedomykające się małe okna. Ale do wyjścia w górę jest kilka godzin i teraz tylko liczy się szybkie spanie. O trzeciej w nocy stary berber Omar podaje herbatę. Jest ciemno i chłodno. Droga prowadzi wzdłuż potoku do zbocza. Po godzinie przejście przez małą opustoszałą osadę Mała biała kopuła świątyni i zakaz wstępu innym wyznawcą. Przejście przez mostek i szlak do schroniska pod Toupkalem. Jest zimno i dużo śniegu. Po prawej zamarznięte wysokie wodospady przyklejone do ściany. Ładny widok zakłóca ciągle przelatująca mgła. Po kilku godzinach w coraz to trudniejszych warunkach.
image108
Duże ilości śniegu dają już o sobie znać. Pierwszy budynek zawiany na przestrzał pod sufit. Niezły widok na wysokości 3200m npm. W głównym schronisku kilku trzęsących się zmarzlaków. Zdjęcie butów na progu schroniska nie jest dobrym pomysłem, ale należy uszanować ich wiarę. Dwie ekipy przed schroniskiem pakujące się na konie.
Wejście trudne ze względu na warunki. Nie daje mi spokoju i postanawiam po pół godzinie wyjścia na szczyt. Skracam drogę idąc po zboczu za schroniskiem. Zła widoczność i tylko raz udaje mi się zrobić zdjęcie schroniska z góry.
Teren się, wypłaszcza ale silny wiatr ogranicza widoczność. Podejście do skalnej kulminacji z skalnych dużych bloków zawianych śniegiem. Wierzchołek prawie niewidoczny za skalnego grzebienia.
I wreście jest, trójnóg triangulacyjny na najwyższym szczycie Atlasu Wysokiego. Otoczony mgłą, odpierający silny wiatr. Zimny szczyt gorącej Afryki. Wysokość 4167m npm.
Pobyt na górze to jedna minuta i zejście poniżej z powodu silnego wiatru. Powrót do schroniska zabiera mi trzy i pół godziny. W niższej partii to skoki powodujące małe obsunięcia pod butami i zabawa w zjazdy. No cóż kolanka to odczuły.
image109
Pół godziny wypoczynku na ławce przed schroniskiem. Nie miałem już ochoty ściągać butów. Ostatni docierający do schroniska. Zejście w dół bardzo mi się dłużyło. Schodziłem ze sprzedawcą minerałów, który chciał wymienić cokolwiek na mój zegarek. Jak nie zegarek to rękawiczki albo buty. Dreptaliśmy tak razem do osady. Tam jeszcze proponuje mi skamieniałości, trylobity, róże pustynne.
Po ciemku dotarłem doliną do domu Omara. Klepał mnie po plecach i gratulował. W nagrodę przyrządził mocną słodką kawę. Siedzieliśmy w kuchni na dole przy palenisku. To bardzo udany i radosny dzień, choć był bardzo męczący.
Rano zjazd serpentyną z widokiem na dolinę. Wjazd w ciasną uliczkę i pożegnalne zdjęcia z tym wyjątkowym miejscem. Lubię takie klimaty, lubię patrzeć na miejsca gdzie życie toczy się na ulicy.
image110

Kierunek na Ouarzazate i Boumalne du Dades. Wąwóz Dades wije się pomiędzy szczytami Atlasu Wysokiego a Debel Sahro. Przy wjeździe groźnie wyglądający zamek – kazba Ait Youl. Wjazd do wąwozu to pełny koloryt. Gaje migdałowców i drzew figowych, palmy i agawy otaczają cudowne formacje skalne, rzeźbione wielkie ściany tworzące ramy tej doliny. Dwadzieścia pięć kilometrów aż do Ait Udinaru. Kolorystyce nadaje wijąca się rzeka wzdłuż doliny i ciężko wypracowane przez dzieci zielone poletka. Starcy odpoczywający w cieniu i młode dziewczyny pozdrawiają ręką umilając atmosferę przejazdu.
image111

 

 

Powrót do Boumalne Dades i wjazd do Wąwozu Todry. Otoczony wielkimi i stromymi ścianami jest osobliwością przyrodniczą Maroka. Ściany sięgające trzysta metrów wysokości oddalone są od siebie zaledwie dziesięciometrową odległością. Kryształowa rzeka na dnie doliny i cała kolorystyka ścian w barwach różowo czerwonych po żółtobrunatne odcienie, ilość odcieni brązu, pomarańczy, czerwieni, różu, wrzosu, szarości, bieli, żółci i czerni wprost zachwyca.

Przerwa na „mintee” w hotelu. Dwaj chłopcy grający na bębenkach. Próbuję swoich sił grając razem, ale nie jest to wykonanie, które by chcieli usłyszeć po raz drugi.
image112

 

Nocleg na kempingu w Errachidia. Rano przejazd przez coraz rozleglejsze tereny w stronę Erfout. Po drodze wielkie gaje palmowe i zielone ogrody.
Dalej pustynna kamienista droga „hamadę” a potem piaszczystą drogę tzw,.”piste”
Merzouga leży na skraju wielkich wydm Erg Chebbi. Dalszy przejazd w asyście ścigających się Land Rowerów z turystami zostawiających po sobie kłęby kurzu.
Nocleg w typowo pustynnym hotelu, przy którym poniżej znajduje się zagroda z wielbłądami. Poważne spojrzenia w stronę aparatu i zaciekawienie. Poniżej szafirowe jeziorko i zielony gaj. Cisza i spokój to dodatkowy element przyciągający uwagę tego miejsca. Wieczorem na tarasie można podziwiać zmieniającą się kolorystykę piasku, które tworzy zachodzące słońce. Ile barwa może mieć odcieni to trzeba tu widzieć ten żywy spektakl marokańskiej Sahary.
image113
W dali obozowisko składające się z kilku namiotów berberyjskich z wielbłądziej wełny, ustawionych w podkowę, w środku, leżą koce. Wewnątrz namiot materace i koce. Duży dywan przed wejściem i dwie wbite w piach latarenki.
Śpiący na piasku Berber i wielbłądy dopełniają swojski krajobraz.
To jedyny w Maroku saharyjski erg, olbrzymia ruchoma wydma piaszczysta, typowa dla algierskiej części Sahary.
Na kolacje dość smaczny „tajin” złożony z koziego mięsa z jajkiem i dużą ilością warzyw, podany przez Berbera ubranego w tradycyjny niebieski strój i zawiązaną chustą na głowie zwaną „szesze”.
Prysznic i odpoczynek. Nie chcę nawet myśleć o tym, że to już koniec drogi. Wiem, że wszystko przemija jak zachód słońca na wydmach, ale dzisiaj nie chcę o tym pamiętać.
Powrót jak cała droga na południe bardzo malowniczy. Malownicza dolina rzeki Ziz, bujne gaje palmowe, ośnieżone szczyty Atlasu M!goun i grzbiety Atlasu Sahro.

Architektura i te rozległe przestrzenie pozostają zawsze w pamięci. Kultura, zwyczaje i religia zauważalna na każdym kroku, uśmiechnięte dzieci biegnące za samochodem, proszące o „bonbonsa”. Ta odmienności przyciąga tutaj, twarze zostają w pamięci i tak wiele zostawia wspomnień.
Powroty do rzeczywistości są zawsze smutne i można to zauważyć przejeżdżając przez Er-Rachidie. Budynki utrzymane w tradycyjnej architekturze są budynkami
publicznymi, większy ruch samochodowy i miejski gwar, dalej pola uprawne, gaje oliwne, lasy porośnięte niskimi drzewkami. Krajobraz jest suchy w kolorach czerwieni i oliwkowej zieleni
Szybki powrót przez Midelt, Menkes, Fes i do Centy. Po drodze bliskie spotkanie z małpeczkami, które w bardzo poważnie pozują do zdjęć. Do Centy przyjeżdżam wieczorem i zwiedzam jeszcze rozświetlone miasto. Rano prom i wspaniały widok na Gibraltar,który w złej pogodzie wygląda jak dymiący wulkan.Żegnaj Afryko.