ikona27

fragment z archiwum…….

Z Rigi dalej jadę do Madony. Kręcę się godzinkę po miasteczku i robię zdjęcia. Jest za wcześnie żebym coś zjadł. Pusto cicho aż miło pospacerować, kiedy większość jeszcze śpi. Przejechałem do Savleskalns licząc na poranną kawę. Po drodze zatrzymuje mnie zarośnięty facet i zaprasza do siebie. Jedziemy do wsi Adumnecki i przed drewnianym starym domem siedzimy i popijamy mocną kawę. Trochę mamy problemy żeby się dogadać. Nie mówi w żadnym języku. Język łotewski należy do jednego najstarszych w Europie, więc chylę głowę i dogadujemy się w każdy inny sposób. Namawia mnie na wyjazd do brata. Tam mam mieć niespodziankę, więc wyjeżdżamy. Przyjechaliśmy do wsi Berzini. Tutaj trochę za bardzo syte śniadanko. Duży kawał mięsa polany sosem i do tego bardzo ciemny chleb z kminkiem. Wspaniały smak, który potem popiliśmy piwem. Dobre łotewskie piwo i bardzo zimne. Uczta niezapomniana pod białymi brzozami. Wielka uczta w śród wielkich ludzi. Brat przynosi, kokle i gra w sposób, który nie jestem opisać. Jego oczy i skupienie na twarzy to wyraz jego wielkości. Po dwóch godzinach jedziemy do Lapas i do Pelades. Tutaj łapie nas wszystkich małe szaleństwo i jeździmy tylko przez pola. Starszy brat dał popis jazdy pomiędzy drzewami i czasem myślałem, że nie będę miał, czym wrócić do kraju. Ale po godzinie mój jeep nie zmienił wyglądu i podjechaliśmy pod wieżę. Napis zabrania wszelkiego wspinania się po wieży. Ta wieża ma naprawdę duże możliwości. Górna część wieży ma wspaniałe warunki na szybkie zjazdy. Pokręciliśmy się trochę i młodszy podjechał pod dom starszego brata. To był wspaniały dzień wśród wspaniałych ludzi. Dzięki za wszystko, ale czas ruszać dalej.