ikona21

fragment z archiwum…..

dzika jazda na rozklekotanym rowerze z najwyższej góry Węgier może dostarczyć dużo wrażeń.
po pięciu dniach wyjeżdżam z Budapesztu. Dwa ostatnie dni to same deszcze a wręcz chwilami ulewa. Woda spływała jak potok ulicami i dalszy pobyt nie miał sensu. Z Budapesztu wydostaje się dość szybko. Po godzinie przestaje padać i wychodzi słońce. Pomyślałem wyskoczę, na Kekes, bo poprzednim razem nie miałem czasu. Odbiłem na Gyongyos i zatrzymałem się w małej miejscowości Parad.
Przed domem siedział starszy gość i nie mogliśmy się dogadać. Stara śniada zmęczona twarz. Włosy kręcone i białe. Spracowane grube ręce. I ten kolorowy serdak. To wszystko harmonizowało z sobą. Chciałem tylko dowiedzieć się jak podjechać najbliżej. Kekest powtarzał i wyszedł na chwilę. Przyniósł kartkę i narysował mi jak dojechać. Zobaczyłem rower oparty o płot. Pokazałem na rower i pokazałem jak chcę nim pokręcić na górę. Zaśmiał się i rozłożył ręce. To mi wystarczyło. Zaparkowałem auto na podwórku i znalazłem się już na siodełku. Nic nie mówił tylko się śmiał. Chyba nie dowierzał, że można wpaść na taki pomysł zamiast podjechać autem. Kartka okazała się bardzo pomocna i znalazłem się pod wieżą telewizyjną.
Potem to już pestka. Wszystko było jasne. Rower miał tyle lat, co ja, ale spoko tworzyliśmy duet. Nie wiem, kto na górze był bardziej wykończony ja czy rower. Przy małym pomniku posiedziałem na ławce i popijałem soczek z plecaka.
Pomyślałem sobie, że jak by na to nie patrzeć to teren węgierskich gór. Ciągną się nie wysokie pasma, które wchodzą w skład Karpat. To północna Nizina Węgierska. To tu znajdują się góry Matra z najwyższym wzniesieniem w tym kraju. To Kekes. W pobliżu ławeczka i ładne rozległe widoki.
Najwyższe miejsce w kraju uwiecznione kilkustopniowym postumentem, na którym stoi kawał kamienia z metalową tablicą. Napis KEKESTETO 1014. Poklejony cementem, szary, wypłowiały. Ale samo miejsce bardzo widokowe. Dużo zieleni dookoła sprzyja krótkiemu odpoczynkowi. Niebieskie niebo z białymi pasemkami chmur nadaje ciepły klimat.
Miejsce, do którego można dotrzeć z każdej strony. Od północy jadąc z Słowacji czy Ukrainy, od wschodu z jadąc z Rumunii, od południa z Chorwacji a od zachodu jadąc z Austrii czy Słowenii. Węgry to kraj tranzytowy, w którym krzyżują się szlaki komunikacyjne i turystyczne.
Miejsce nazywane przez Węgrów „dachem”. Jest miejscem sportów zimowych, są tutaj trasy zjazdowe i skocznia narciarska. Dzięki swojemu umiarkowanemu klimatowi górskiemu okolice uznawane są za tereny uzdrowiskowe. Duża ilość kwater agroturystycznych.
Położony trochę na uboczu zachowuje swój nieskażony urok, wokół którego zachowuje się tradycje ludowe.
Jazda na dół okazała się bardzo ekstremalna. Zgrzytało, trzeszczało, hamulec okazał się za słaby, ale po tych jazdach zakosami znalazłem się na dole przy restauracji Misia. Tam jeszcze poprawiłem nie zbyt dobrym napojem. Zjazd z góry wystarczająco mnie ochłodził. Starszy Pan z niedowierzaniem popatrzył na mnie jak wróciłem. Ale zdjęcia, jakie oglądał w aparacie rozwiały jego wątpliwości. Zjedliśmy razem próżny popołudniowy obiad. Pokazał z dumą, że dla mnie go zrobił. Duże leczo z ogromną ilością czerwonej papryki popijaliśmy swojskim czerwonym winem. Ale starszy Pan tylko się uśmiechał przy stole. Dziękując za gościnę zostawiłem mu nasze czekoladki. Na mój wyjazd przyszła już pora i ruszyłem w stronę Bańskiej Bystrzycy.