ikona11

 

 

Szybki przejazd przez Słowację i Węgry. W Serbii jesteśmy dwa dni. Z Belgradu przemieszczamy się do Kosova. Na granicy spotkanie z Polskimi żołnierzami z KFORU. Zatrzymujemy się na noc w Kosovie. To jeden teren budowy i jestem zaskoczony tym, co widzę teraz a trzy lata temu. Po jednym dniu pobytu jedziemy do Skopie, ponieważ jestem umówiony.
Drugie podejście na Korab. Tym razem lepiej przygotowane i bez niespodzianek. Melduję się w Skopie w piątek wieczorem zgodnie z umową i potwierdzam uczestnictwo na liście. Spotkanie z Lubomirem w Dom Na Arm odbywa się szybko i miłej atmosferze.
image237

 

 

Próbuje znaleźć nam nocleg w Skopie, ale nie jesteśmy tym zainteresowani. W Skopie wszystkie miejsca w hotelach zajęte, ponieważ zbliża się mecz z Szkotami. Wszędzie ich spotykamy na ulicy i wywołują duże zainteresowanie. Może nie sami oni jak ich narodowe stroje, a wszyscy podziwiają facetów w spódniczkach. Mały posiłek w restauracji i kawa w letniej kawiarni na starej ulicy, którą zwiedzałem trzy lata temu. Byłem ciekawy, co się zmieniło. Tak naprawdę to nie zauważyłem żadnych zmian w starej dzielnicy tak jak i na targu. Samochód miałem zaparkowany w podziemnym garażu, kawałek drogi, więc się pozbierałem z lenistwa i postanowiliśmy pojechać do Mavroawa Anovi. Załapaliśmy się na Burke i dobrym kefirem „cacko”. Basia odpoczywała na tarasie z pięknym widokiem na jezioro i nie miała ochoty na dalszą jazdę.
image238

Za Trnicą w prawo przejeżdżając mostek zaczyna się szutrowa droga, która prowadzi do góry. Miło było znaleźć się tutaj po latach i zadać sobie pytanie jak będzie tym razem. Nie wjeżdżałem tym razem na Nicpur, choć nie ukrywam, że bardzo tego chciałem. Ale te auto nie nadawało się na taki wypad. Przed strażnicą mała kawa nad potokiem. Na strażnicy miłe spotkanie z Policją graniczną i ku mojemu zdziwieniu uzyskuję zgodę na wjazd do góry skąd jutro wyruszę na Korab. Ale nie odmówiłem sobie wjazdu wyżej i odwiedzenia kolegi „tamiarza”, u którego poprzednim razem posiedziałem trochę przy dobrze przygotowanej kawie. Zastałem jego kolegę i scenariusz powtórzył się jak przed laty. Droga miejscami prowadzi dość stromo i podjazdy są mało ciekawe ze względu na swoje szutrowe podłoże.
image301

 

 

Na polanie byli już inni goście z zagranicy. Poznaliśmy Annę i jej męża Serba świetnie mówiącego po polsku. Studiował na Śląsku i tam poznał Annę. Duża niespodzianka i przybywają Polacy z Tarnowa. Jest swojsko, ale jesteśmy w dużej, dużej mniejszości. Wieczorem ognisko i atmosfera wspaniała. Śpiewają Serbowie, ale i my nie jesteśmy gorsi. Wacek zbiera duże oklaski za piosenkę a właściwie za okrzyk, który bardzo podobał się Serbom. Atmosfera wspaniała, piosenki i tańce, wielkie ognisko i myśl, że jutro wyjście na Korab wszystkich trzymała w dobrych humorach.
image240

 

Droga na Korab to podejście w granicach 4 do 5 godzin. Nie spieszyłem się specjalnie, ponieważ i tak planowałem zostanie w bazie na noc po zejściu. Start z Pilany 1454 m npm. Początkowe przejście przez las do starej zabudowy, która jest w opłakanym stanie. Dalej już rozległe widoki i wejście wzdłuż strumienia. Podejście przez Belandże na wys około 1680 m npm. Idąc wyżej po lewej Nistrovski Korab a po prawej Crna. Pogoda wspaniała i słoneczko daje o sobie znać. Tutaj już nie ma wody. Przejście przez wywłaszczony teren i droga do góry. Widoki wspaniałe na Kepi bard i Kobilino pole. Na wysokości 2350 robię sobie przerwę i łapie mnie drzemka w słońcu. To efekt wieczornej balangi na ognisku. Droga do szczytu z widokiem na Korab. Długie podejście z lewej strony na grań. Potem już granią na szczyt.
image241

 

 

Szczyt Korab 2753m npm. Kamienisty z dużą ścianą idącą w przepaść z trzech stron. Widoki wspaniałe zarówno na stronę Macedonii jak i na Albanię. Widok na Crna, V.Korapska vrata, Guri zi przy idealnie czystym błękitnym niebie zmusza do wyłożenia się i podziwiania widoków. Obserwowałem drogę na szczyt z Albańskiej strony, którą chciałem podejść trzy lata temu. Ale dalej jest to nie możliwe jak mnie informowała o tym Policja graniczna. Korab, Korabit to szczyt graniczny Macedonii i Albanii. Wojska KFORU jeszcze są i myślę, że jeszcze długo tu będą, więc podejście od strony Albanii to sprawa przyszłości. Miło się czułem na szczycie i wspominałem jak za to wejście trzy lata temu zostałem zatrzymany przez wojsko i przekazany policji granicznej. Ale to już przeszłość i teraz mogłem poruszać się bez przeszkód. Chwila lenistwa, wspomnień i zejście na dół do bazy. Zejście na dół w cieniu i lekkie zamglenie na horyzoncie. Po pięciu godzinach byłem w bazie.
image242

 

W bazie duży ruch i zamieszanie. Basia melduje mi, co się działo i pokazuje dyplom, jaki otrzymaliśmy za uczestnictwo w ich Święcie Narodowym. Otrzymała również kwiaty od policjanta, które były zrobione z suchych traw. Atmosfera po zejściu była miła i mieliśmy dużą opiekę ze strony wojska jak i policji granicznej. Wszystko było wspaniale przygotowane i dobrze przeprowadzone. Duże brawa za KORAB 2008.
Wszyscy właściwie wyjeżdżają a my zostajemy tutaj na noc. Dostaliśmy pozwolenie od policji granicznej i rano musimy się odmeldować. Nie chciałem jechać nocą do Albanii. Wieczorem pogaduszki z rodakami i „ małe”pożegnanie.
image243

 

Albania bardzo zaciekawiła Basię i postanowiliśmy już nie jechać do Dubrownika tylko pokręcić się na morzem. Pozostaliśmy w miejscowości Durres. Zatrzymujemy się w Domu Kapitańskim na dość wysokim poziomie. Małe drobiazgi jak zacinająca się klima, komary, nie psują humoru. Oczywiście w otoczeniu zagrodzonym czysto i dobra restauracja.
image244

Na drugi dzień przejeżdżamy do małej miejscowości Shengijn. Duża plaża, wokół której znajdują się wysypiska śmieci i masa bunkrów nad wodą. To swojski widoczek Albanii a w tym wszystkim luksusowe hotele bez drogi podjazdowej i krowy wyżerające z kubłów ze śmieciami. Tutaj też w otoczeniu hotelu jest czysto a właścicielka jest bardzo miła. Dobre towarzystwo, czysty pokój, dobrze działająca klima i dobra wyżerka. Wypijamy butelkę wina wieczorem i upajamy się wieczornym chłodem. Cały następny dzień to wybryki w morzu i odpoczynek. Wieczorem wspaniała kolacja z dobrze przyrządzonego pstrąga i masa sałatek. Dobre wino i pożegnanie z Albanią.
image245

Pół dnia spędzamy na przejeździe przez góry. Droga z Shangijn przez Shkoder do Durres jest bardzo widokowa, ale. No właśnie chodzi o to, ale. Asfaltowo – szutrowa, z dużymi wybojami i dziurami. Na niektórych odcinkach samumu się wyznacza tor jazdy. Ale spoko, przecież to drogi Albanii i znałem ją z poprzedniego wyjazdu. Ale te widoki przyciągają. Co prawda Basia miała łezkę w oku czasem a szczególnie, kiedy Albańczyk wchodzi na lewy pas przed zakrętem. Dziesiątki miejsc na zakrętach w postaci tablic tych, co zginęli może napawać strachem. Sytuacja się poprawiła dojeżdżając do granicy.
Tu mała niespodzianka w postaci postawionej pieczątki w paszporcie. Ubezpieczenie wzrosło do 50 euro za przejazd i jeszcze to pieczątka Kosova. Jedziemy przez Prizren do Pristiny. Druga niespodzianka na granicy Kosova z Serbią. Kosovo chce nas wypuścić, ale wie, że Serbowie nas zawrócą. I tak się staje. Rozmowy nic nie dają i tłumaczenie, że jesteśmy turystami a nie politykami. Serbowie uznali, że jak daliśmy sobie wbić pieczątkę Kosova to znaczy, że ich uznajemy. Dla nich te „ państwo” nie istnieje i nas nie puszczą. I tak się stało. Wracamy do Kosova na noc.
image246

Teraz trzeba było się zabawić trochę w politykę i coś skalkulować. Padło na przejazd przez Czarnogórę. Logika jest prosta. Skoro Kosovo nie prowadzi zatargów z Czarnogórą, a Czarnogóra z Serbią to nie ma innego wyjścia. I tak pojechaliśmy. Z Kosova do Czarnogóry, z Czarnogóry za 10 euro / winieta/ do Serbii i wyjechaliśmy z drugiej strony granicy tam gdzie nas zawrócono. Proste, ale kosztowne w kasę i cały dzień jazdy przez góry.
Dalej już Belgrad, Budapeszt, Zvoleń i Chyże. Wieczorem dobre piwo łagodzi nastroje.