ikona6

 

 

 

Na parkingu pod Zugspitzem jestem o 21.00 w miejscowości Ehrwald. Sprawdzam, co trzeba i zjeżdżam na dół na noc na stację, by nie pchać się na ekskluzywny kemping, bo to jedyne miejsce, na którym można zostać tu na noc jako „kamper”. Z góry tym razem sobie pojadę do Garmisch-Partenkirchen, gdyż nie wchodziłem jeszcze tamtą drogą. Stamtąd złapię jakiegoś stopa i pojadę do Lemos. Jakoś wrócę, bo nie chcę się forsować do góry, gdyż nie najlepiej się czuję, a to podejście na szczyt robiłem w tamtym roku.
image194
Zerwałem się na nogi już o 5-tej rano, nie zanosiło się na zmianę pogody. Mój pierwotny plan przejazdu na drugą stronę i podejścia od strony Niemiec wydaje się jednak niezbyt dobrym pomysłem, więc postanawiam wchodzić znowu od Ehrwald. Chciałem trochę zapolować na zdjęcia przy wschodzie słońca. Pojechałem do góry, choć Ehrwald cały we mgle, to jednak ranek zapowiada się dobrze. Ledwie wjechałem na parking i jeszcze nie stanąłem, a gość już goni za mną i namawia mnie na kemping, który jest tak zabity „mieszkańcami”, że zmieniłbym tylko pas, na którym teraz stoję obok ogrodzenia. Chciałem wjechać pierwszym wjazdem kolejki, bo pokazały się chmury. W wagoniku było tylko kilka osób. Miło było popatrzeć na dreptających w dole i przypomnieć sobie dokładnie trasę, po której wchodziłem poprzednim razem. Na tarasie na górze zrobiłem kilka zdjęć młodej parze z Anglii, a w zamian poprosiłem o zdjęcia ze szczytu. Na szczycie widoki są wspaniałe, choć słońce nie może się wciąż przebić.
image195

 

Musiałem jeszcze raz wrócić na szczyt, bo pod krzyżem zostawiłem rękawiczki. Cóż za brak rozwagi. Zrobiłem trochę zdjęć z tarasu, a już po 15 minutach chmury zasłaniają cały horyzont i całą ścianę, którą podchodzi się od Austrii. Poczekałem chwilę i zaczęło podać, nie wziąłem ze sobą kurtki przeciwdeszczowej i nie chciałem przy zejściu powtórzyć Rumunii i przemoknąć na kość. Zejście na dół w deszczu nie miało żadnego sensu. Zjechałem kolejką na dół i wtedy dopiero dolało, zdążyłem tylko zrobić sobie zdjęcie przed autem. Leje jak z cebra, ściągnę zdjęcia na płytę, zjem coś i dopiero pojadę. Muszę sobie i tak zrobić dwa, trzy dni przerwy w górach.
image196

Zrobiło się chłodno, znowu mam dreszcze i trudno mi dojść do siebie. Wrócę się do Imst i pojadę w stronę Lichtensteinu. Pogoda do bani i tak nic nie wymyślę. Odpada słońce, włóczenie się po okolicy, odpadają zdjęcia oraz dobry humor i piwo. Pora zmienić kraj, porzucić komercję, którą tym razem wykorzystałem i dla swojej wygody.