ikona ararat

Ararat 5165 m npm. Sam szczyt, czy góry położenie tylko – zawsze zadawałem sobie na pytanie myśląc o wyjeździe do Turcji. Sama góra jest położona na pustyni jak Kilimandżaro. Rozległe widoki, atmosfera Wschodu, bliskość w kontakcie z ludźmi, dobre jedzenie, i powiew swobody na pewno zadecydowały o mojej wyprawie. Złe wiadomości o wybuchających bombach w Istambule i na wybrzeżu nie Mogło już pokrzyżować moich planów. Wypchany plecak zimowymi ciuchami, kuchenka, butla z gazem, namiotem, zupkami kilkoma na drogę i reszta letnich ciuchów na przejazd. Wyjazd z Krakowa, przejazd przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarie, aby jazda non stop w celu zyskania na czasie. Nie miałem w planach żadnego zwiedzania, Tym bardziej, że podobną przejechałem trasę już kilka razy ja byłem tam w roku ubiegłym. Istambuł miejscem był pierwszym, w którym można było zrobić małą przerwę. Widok i klimat Istambułu wprowadzał mnie wymarzony w sobotę nastrój i był nagroda za spędzone trzy doby w samochodzie.
image86

Droga do Ankary to już zmiana krajobrazu, jak i otaczających mnie rozległych pustynnych widoków, które trudno jest zobaczyć w Europie. Przez Kirikkale do Sivas biegnie szeroka droga, coraz wspanialsze widoki. Pustkowia, na których rysują się świeżo wybudowane nowe i wciąż niezamieszkałe oraz stare osiedla stare zrujnowane skupiska, nawet wielokrotnie przeludnione. Mosty, mostki, kurz i szuter na przerwanych drogach czasem.Taki krajobraz towarzyszy mi cały czas, gdy przejeżdżam przez Erzincan, Erzum aż do Dogubayazit.
Małe schludne restauracje, wypchane do granic możliwości ciężarówki, stare zrujnowane budowle pełne życia, jak i wymarłe nowoczesne, wspaniale architektonicznie Zaplanowane osiedla XXI wieku.
Górujące nad wszystkim wielkie przestrzenie dodają tylko wielkiego jednym uroku, jak i drugim. Ale wystarczy stanąć na posiłek czy odpoczynek, zaraz znajdzie się kilku chętnych do rozmowy. Ten azjatycki klimat obcowania tak blisko i bezpośrednio ze sobą nie ma równych w Europie, gdzie ludzie są coraz bardziej wyobcowani i skazani na większy kontakt z techniką niż z drugim człowiekiem.
image87

Do Dogubayazit dotarłem w południe. Położone na wysokości do 2000m npm miasteczko stanowi wrota do Iranu i dalej do Pakistanu i Indii.Miasto jak wiele innych w Turcji, tętni życiem. Cały handel odbywa się tutaj bezpośrednio na ulicy. Wokół biegające dzieci, które mają zawsze coś do sprzedania. Starsi panowie przesiadują całymi dniami na ulicy przy herbacie, nie zważając na żebrających, którzy okupują wszelkie wolne domów kąty i poboczne, wąskie uliczki. Kobiety z zasłoniętymi twarzami, na których można dostrzegać tylko w spuszczone pokorze oczy ciemne. Małe zakupy i targowanie się o cenę ze sprzedawca to jeszcze jedna przyjemność i niemal obowiązek, którego nie można sobie odmówić. Szum i klaksony samochodów, głośnie restauracyjki i kawiarenki, towarzyszący wszystkim i gwar miasta żyjącego – muzyka dla duszy mojej. Na końcu drogi znajduje się kemping Murat. I tam właśnie dobiega końca moja podróż.”Murat”, aby w tłumaczeniu „Brat Saima.
Po godzinie przyjechał właściciel kempingu Saim Sahim i po krótkiej negocjacji wszystkie potrzebne zezwolenia, jak i opiekę przewodnika zapewnił z uśmiechem na twarzy.
image88

Zwyczajem tureckim po krótkich targach stanęło na jedynych 150 $. Za tę sama kwotę można było również dostać konie transportujące bagaż do drugiego obozu. Zapewnił mi również transport do najwyżej położonej osady, nad którą zaczynało się podejście. Można było również bezpłatnie zatrzymać się na noc. Restauracja z dobrym wyżywieniem była już tylko dopełnieniem wszystkiego, czego potrzebuje turysta przyjeżdżający tutaj.Nad kempingiem jak i całym miastem góruje XVII wieczny pałac Ishaka Pasy, wodza Kurdów. Imponuje solidnością, a zarazem misterną konstrukcja, budowaną przez 100 lat. Pięknie położony, otoczony murem wysokim, majestatycznie wznosi się nad miastem. W jego otoczeniu znajduje się ściana z poszarpaną grania, w której znajdowały się szczątki murów starych murów. W dole meczet z Kopułą odbudowy w trakcie. Zielone zbocze doliny dopełniało kolorystykę tego miejsca. Mały spacerek zaczął się od Pałacu, kończył się na poszarpanej grani. Widok na pałac, jak i na całe miasto, aby ogromne wrażenie.
image89

Powrót do kempingu i smaczna kolacja zamyka nie tylko tą karkołomną kilkudniową jazdę, ale i wspaniałe wrażenia, jakie odnosi się będąc tutaj.Rano Saim przedstawił przewodnika Ahmeda, młodego chłopaka ze stale uśmiechniętą twarzą. W Drodze na Ararat zatrzymaliśmy się w osadzie, gdzie mieszkał. Żona przyniosła mu biały ser słony i świeżą bułkę. Gromadka dzieci podchodziła nieśmiało do samochodu. Kiedy robiłem zdjęcia im obracały się plecami do mnie. Kilka minut pozwoliło nawiązać kontakt i wspólne zdjęcie przypieczętowało naszą znajomość. Tylko mała dziewczynka biegała wokół mnie i nie chciała się zatrzymać. Czyżby bała się, że odbiorę jej wafelka, którego sam najpierw jej dałem. Bieda, jaka tutaj zagłada do oczu wypisana jest na twarzach dzieci, choć są stale uśmiechnięte, przynajmniej takie sprawiają wrażenie na przyjezdnych. Kontrastem są za to talerze satelitarne na dachach. Takich widoków widziałem wiele po drodze. Ahmed pożegnał się i pojechaliśmy do Najwyżej położonego miejsca Gdzie można dojechać.
image90

 

 

Tutaj już zaczynał się szlak pieszy do pierwszego obozu. Po godzinie ścieżka wydeptana przez konie wiodła coraz Bardziej stromo do góry. Słońce grzało niemiłosiernie, wiedziałem ja, mam, że o połowę za dużo rzeczy. Dobra słoneczna pogoda, jaka utrzymywała się eliminowała spora część odzieży. Ale było już za próżno na przepakowanie czy pozostawienie rzeczy. Im wyżej, tym coraz bardziej rozległe widoki.
image298

 

 

 

Południowe zbocze prowadzące do obozu pierwszego do jedynie kamienie i sucha wypalona oraz roślinność pył unoszący się spod butów. Konie schodzące na dół pozwalały tylko marzyć o zdjęciu plecaka. Do obozu pierwszego prowadzi ścieżka, którą trzeba było pokonać w czasie ośmiu godzin.
image91

Obóz pierwszy jest położony na wysokości do około 3000 m npm. Na górze przewodnik częstuje herbata jest i jeszcze kilka godzin na rozbicie obozu i odpoczynek. Wieczorne rozmowy i gorący kubek.Rano ustawia wyjście Ahmed na godzinę ósma.Wcześnie rano segreguję swoje rzeczy i duża część zostawiam w depozycie. Wynajmuję za konia 50 $ i mogę iść do drugiego Obozu na luzie. Duża ulga po wczorajszym wnoszeniu plecaka z pełnym obciążeniem. Podejście coraz Bardziej Strome, zwalniam tempo, bo, jest dzisiaj trochę czasu w nadmiarze. Kolejne Podejście do 8-9 godzin swobodnego drapania pod górę. Po Drodze śladu okulary swoje, co nie jest dla mnie dobrą wiadomością, gdyż po kilku godzinach w tak ostrym słońcu, moje oczy odmawiają mi niemal posłuszeństwa.
image297

 

 

 

Obóz drugi położony jest na 3900 m npm, do typowo wulkaniczny teren, z osuwających mnóstwem się spod nóg kamieni. Tradycyjnie herbata i ciepła zupa. Widok zmęczonego osiołka stojącego tuż nad krawędzią, obładowanego ponad swoje siły, Prowokuje mnie by go odciągnąć, choć Kilka metrów od krawędzi. Poniżej rozbijają obóz Irańczycy, śpiewają w koło rozstawieni.
image92

W obozie Panuje przyjacielska atmosfera, Wielkie Przestrzenie tuż przed zachodem słońca nadają szczególny charakter temu miejscu. Wspaniały zachód słońca kończy dzień pełen wrażeń, Ahmed o wyjście Zapowiada 1 w nocy. Rano wypiłem tylko kawę i to wszystko, co mi Potrzebne jest w dniu, kiedy idę na szczyt. Lekki plecak, w którym Miałem tylko zapasowe rękawice, skarpety, Isostar, czołówkę i raki. Bezwietrznie i ciepło. Świt, za moimi plecami rozpościera się fantastyczny widok. Cień Araratu sięgający po horyzont tworzy coś na kształt piramidy transparentnej. Niemal mistyczne doznanie. Widok na drugi obóz z góry wskazuje na przebytą wysokość. Wierzchołek Małego w chmurach aparatu sprawia wrażenie dymiącego wulkanu. Śnieżny nawis i biały szczyt przybliża cel wejścia. Swobodne wejście w Rakach od wysokości do wiecznego śniegu na wysokość około 4400m npm.Radość z wejścia na szczyt dopełniają niesamowite widoki. Rozległy teren w około, wulkaniczne fałdy „dymiący” Mały Ararat, horyzont I, Który nie ma końca jak okiem sięgnąć. Teraz widać doskonale, Że jest do wolnostojąca góra wyrastająca wprost z pustyni z Wyżyny Armeńskiej, obwodzie w mierząca 40 km. Położona przy Granicy z Iranem oraz i Armenią na terenach zamieszkałych w większości przez Kurdów.
image299

Wierzchołek Araratu Wielkiego 5165 m npm dominuje zdecydowanie nad swoim mniejszym bratem, Którego wierzchołek liczy zaledwie 3900 m npm. Rozdzielająca ich przełęcz jedenastokilometrowa Serdebulak na wysokości do 2600 m npm jest łącznikiem OBU wierzchołków tych. Na szczycie duży wiatr nie jest w stanie zakłócić wrażeń. Tu potwierdza się moje zdanie, że „jest podróż wyprawa szczyt tylko jej dopełnieniem.Kilka minut, które wynagradzają trud drogi, kilka minut, na które zawsze się czeka, minuta, w której czujesz prawdziwe życie.Po 20 minutach przychodzi Ahmed i pozdrawiamy się w mocnych objęciach. Gratuluje mi wejścia. Składam gratulacje i jemu ściskając Jego dłonie. To moje pierwsze wejście na Ararat natomiast Ahmed wszedł już tutaj po raz szesnasty. Zejściu na dół towarzyszy widok na obóz drugi. Mijam rozśpiewanych Irańczyków, którzy głośno nas pozdrawiają. Zejście na luzie pozwala na większe skupienie się na panoramie.
image300

Po kilku godzinach jestem w obozie. Duży ruch, przybyła nowa liczna ekipa. Zwijanie obozu, mały odpoczynek i dużo dużo picia. Wody brakuje i to jest jeden z większych problemów na Araracie. Woda u tragarzy na wagę złota, racjonowana dla ciężko pracujących koni i osiołków. Do Obozu pierwszego sam znoszę cały swój bagaż. W obozie pierwszym duże zamieszanie i walka o konie. Nie ma chętnych do bagaży zwiezienia. Jeden z tragarzy licytuje duża stawkę. Ale po pół godzinie ustępuje dochodzimy i do wspólnej ceny. Musi odkupić wodę dla konia i ma małe problemy. Wszystko układa się dobrze i pakuje cały bagaż. Dokładam depozyt i wychodzi całkiem spory plecak.
image93

 

Pakujemy na konia, którego przepraszam, ale proszę o zrozumienie. Wejście w tym dniu z obozu drugiego na szczyt i zejście do samochodów do 16 godzin marszu i pokonanie 3000 Różnicy m.Samochodem do kempingu Murat i koniec dnia. Jeszcze tylko kolacja, zasłużone piwo i atmosferę umila śpiewający Turek. Smaczne potrawki i dużo, dużo picia, aby jedyna rzecz, jakiej potrzebuję teraz. Po kolacji panorama na miasto i Pałac Isahaka Pasy wynagradzają trudy dzisiejszego dnia i wejścia na szczyt.
image94

Powrót. To jak zawsze osobny rozdział w każdej wyprawie. Zaplanowany przejazd obok największego jeziora w AZJI mniejszej – Van i Bajkowa Kapadocję, dzieła stworzonego przez trzy okoliczne Wulkanów. Kapadocja do twór tworzoną przez naturę Tysiące lat przez, a jedynie udoskonalony przez człowieka dostosowany mieszkalnych i do jego potrzeb. Jazda wzdłuż Granicy z Iranem na kilkukrotna kontrola wojska. Ale zawsze jest bez problemu iw dobrej atmosferze. Na jednym z punktów robię zdjęcie żołnierzowi, który to zauważa i trochę pozuje, ale jego zwierzchnik siedzący na wierzy krzykiem szybko kończy tę sesje zdjęciowa. Jadać bliżej południa pojawia się więcej zieleni i wody. Jezioro Van sprawia wrażenie chwilami otwartego morza. Postój i mała kąpiel, aby ta wymarzona chwila długiej w mojej podróży. To dopiero druga kąpiel po morzu Czarnym.
image95
Po drodze inne krajobrazy, architektura inna, i dużo zieleni. Kobiety piorące w rzece dywany, czyste i zagospodarowane nowocześnie miasta, wielkie enklawy zieleni bardzo odróżniają tę drogę do Dogubayazit. Jazda całonocna kończy się w Nevsehir, stolicy Kapadocji. Planowany postój i zwiedzanie, nowe doznania estetyczne i chwila odpoczynku. Kawa w pustej kawiarni i małe zakupy, spacer i kilka zdjęć. To kraina, której powinno się poświęcić więcej czasu tak jak i dolinie Goreme. Dalsza jazda to już powrót do domu. Ankara, Istambuł, na balu w Orechowie, przejazd przez Rumunię, Węgry, Słowację i przejście w Muszynie.Po kilku dniach docieram do domu zmęczony, ale zadowolony i pełen wrażeń. Ale czy nie kończy się tak każda wyprawa, osiem tysięcy kilometrów wrażeń i te niezapomniane chwile na mistycznej górze Ararat.