ikona laponia
fragment z notatnika
ciężko jest otworzyć oczy i już 19 dzień zastanawiać się czy to jest dzień czy, też środek nocy. Uwielbiam te białe noce, ponieważ dają mi poczucie życia na okrągło. A jeszcze o drugiej w nocy siedziałem na dachu samochodu i przeglądałem moje notatki i mapę. Wielkie pasma na niebie wskazywały pogodę. Jak duży dzieciak leżałem na plecach i w białą noc podziwiałem taką ilość gwiazd, które można zobaczyć tylko tu na północy. Cisza, pustka, świadomość, że jest się samemu na tej ziemi. Spokój czy nadchodzący niepokój. Ładny dzień, wspaniałe słońce, wspaniałe pustkowie. Postanowiłem poświęcić ten dzień na porządki. Kąpiel w lodowatej wodzie, pranie, sprzątanie mojego „osiołka”
image132

Tak jak poprzednim razem wyrzuciłem wszystko na malutką polankę. Wszystkie ciuchy, pościel, sprzęt do wspinaczki, żywność i tysiące bibelotów. Pomyślałem sobie patrząc na ten bajzel, że pilot z samolotu długo by się zastanawiał, kto w środku Tundry zbudował tandetę z 1001 drobiazgami.
Druga kawa zawsze stawia mnie na nogi. Wieczorem po całym dniu krzątania, postanowiłem zafundować sobie jajecznicę z grzybkami. Grzybki miałem raczej już sprawdzone cztery dni wcześniej. Nie mogłem się oprzeć widokowi setek grzybów, które mnie otaczały. Problem był tylko jeden. Które z nich są, jadalne. Pomyślałem sobie jest tylko jeden sposób na sprawdzenie. Jeden, bo najbliższa osada jest o 90 km oddalona od miejsca, w którym się znajduje. Krzyczeć – przepraszam czy mnie ktoś słyszy, czy ten grzybek jest jadalny, było po prostu śmieszne. Usmażyłem dużo małych grzybków na masełku i proszę fuks, rano się obudziłem. Tak, więc skoro raz wypaliło to i tym razem nie mogłem sobie odmówić. Jestem coraz lepszy. Jajecznica z grzybkami była wspaniała.
Leżałem z wydętym brzuchem do góry, kiedy usłyszałem jak z boku porusza się poszycie i gałązki. Usiadłem i zobaczyłem przed sobą kilka wilków. Duży, z siwą sierścią wpatrywał się w moje oczy. Stanął na przeciwko. Dwie łapy przednie równo złożone i pochylony łeb nie wróżył niczego dobrego. Wiedziałem, że nie mogę się poruszyć. Postawa do ataku, ale wiedziałem, że się nie odważy. Wiedziałem, bo jego wsparcie było jeszcze nie gotowe. Atakujący wilk czeka aż jego kompani rozdrażnią przeciwnika. Kiedy przeciwnik się wycofuje wtedy przewodnik grupy rzuca się jako pierwszy. Patrzyliśmy sobie w ślepia, ale miał pewną przewagę nad moją ciszą. Jego warkot i szczerzenie zębów, uniesione wargi wskazywały na jego gotowość.
image133

To już chwilę trwa a dwa drażniące wilki podchodziły z mojej lewej strony. Znikały mi chwilami z pola widzenia. Ruch z mojej strony w tym momencie oznaczał tylko jedno. Przegrana. Patrząc mu w oczy pomyślałem tylko, że skończyć ten dzień jako kolacja to trochę żałosne. Czy wiesz draniu jak się dzisiaj napracowałem. Przetrzymałem. Podniósł łeb i skierował ślepia w stronę tamtych wilków. Z podniesionym łbem spojrzał raz jeszcze i cofnął łapę. Wiedziałem już, że to koniec.
Siedziałem taki sztywny do chwili, kiedy ich skowyt zamilkł już całkiem w tundrze. Spojrzałem kątem oka w prawo i widziałem, że mój nóż leży po za zasięgiem mojej ręki. Nie miałem szans.
Kiedy wstałem poczułem jak mokre są moje plecy. Cisza, jaka panowała przywróciła mi równowagę.
Musiałem się zabezpieczyć. Poszedłem do tundry po kilka drzewek żeby zapalić ogień. Składanie wszystkich bambetli i chodzenie po placu bez ognia było niebezpieczne. Było jeszcze ciepło, więc wybrałem się tak jak stałem. Spodnie od dresu, koszulka polo i koszula flanelowa. Nie wiedziałem jeszcze, że ten ubiór i kilka kroków w tundrę będzie większą zmorą, jaka jest psychologiczna walka o życie z wilkami.
Penetracja Tundry od dwóch tygodni przynosi mi coraz to większe wrażenia. Odosobniony od reszty świata, cisza i poznawanie nowych śladów zwierzyny wciąga mnie coraz bardziej. Jedyna rzecz, z jaką nie ma problemu to drewno. To przecież 90% obszaru to tylko drzewa iglaste. Nie uświadczysz listka, chyba, że trafisz na mały gaik brzuszek.
image134

Jedyne drzewka liściaste, jakie do tej pory spotkałem., Na ogień zawsze zbieram drewno, które pod wpływem czasu samo wysycha i opada na ziemię. Ciągnąc dwa drzewka, zoriętowałem się, że idę nie tą drogą, którą przyszedłem. Usiadłem na starym pniu i chciałem sobie zapalić. Figa. Nic nie miałem przy sobie. Pozostawiłem drewno i wracałem do obozu. Minąłem dwa wielkie mrowiska i wiedziałem, że muszę złapać nowy kierunek. Po trzech godzinach wiedziałem, że i tym razem słońce mnie okłamało. Wysokość słońca i kierunek wskazywał na późną godzinę. Tu nawet o jedenastej w nocy świeci słońce. Zaczęło już być naprawdę zimno.
Brak zegarka, papierosków i zapałek, koszulka polo i flanelowa na grzbiecie wprawiały mnie w ponury nastrój. Musiałem zacząć wszystko od nowa. Wilgotny teren eliminował możliwość zapalenie ognia nawet w jak najbardziej wyrafinowany sposób, jaki mi się czasem zdarzało. Przykrość. Brak papierosków w trakcie medytacji. Przykrość. Brak papu i picia. Przykrość. Ale wiedziałem już, że największą zmorą będzie obniżająca się temperatura. Tak, więc całą uwagę skupiłem na dogrzaniu swojego ciała. Jedyny pomysł, jaki mi przychodził do głowy to napchanie czegoś pomiędzy dwie koszule. No tak, ale napchanie się igliwiem powiększało moje dreszcze.
image135

Słońce wskazywało na około drugą, trzecią godzinę w nocy. Dobrze, że w tym wszystkim białe noce zastąpiły mi latarkę.
Nie wiem ile godzin się jeszcze kręciłem, ale miałem już serdecznie wszystkiego dość. Jedyna radość to myśl, że za parę godzin znowu będzie trochę słońca. Nie wiem, kiedy zasnąłem, ale już leżąc na skale w słońcu było mi wszystko jedno. Wiedziałem, że nie opuszczę tego miejsca dopóki będę odbierał ciepło.
Radość kończy się zazwyczaj szybko. Zmęczony marszem poprzedniej nocy musiałem teraz się gdzieś ulokować. Wiedziałem, że tylko spanie na drzewie jest najbardziej rozsądne. Eliminuje to wilgoć, zwierzątka w postaci wilków i wszędobylskich mrówek. Po pary godzinach gałąź wbijała mi się dokuczliwie w tyłek. Obejmowanie pnia i trzymanie twarzy na korze było już makabrą. Zmieniłem pozycję. Ułożyłem się na dwóch gałęziach w pozycji horyzontalnej. Ulga na godzinę. Wiedziałem, że noc muszę przetrwać jak małpa na gałęzi, a dzień pozostanie do spania.
To już trzeci dzień. Ból głowy, odwodnienie, chłód, brak kawki i papieroska.Jedyne, co nadawało się do jedzenia to czarne jagody, na które już nie mogłem patrzeć.
Miałem już tak ciężki żołądek, że myśl, co te jagody mogą jeszcze zrobić doprowadzała mnie do rozpaczy. Musiałem zacząć wszystko od nowa. Wysoka temperatura, wychłodzenie i dreszcze były moim przeciwnikiem logicznego myślenia. Zacząłem szukać trochę pozytywnych rzeczy, ale to tylko dobiło moją psyche.
image136

Jedyne postanowienie. Muszę teraz iść na przekór słońcu. Muszę iść w przeciwną stronę jego kierunku. Wbiłem kij do ziemi i na wyczucie przez parę godzin musiałem określić jego kierunek i wysokość. Bez zegarka i zaznaczania przerw czasu jest trudne. Ale widziałem w tym jakąś logikę. Słońce na tej wysokości geograficznej nie przechodzi nam nad głową jak w środkowej europie. Słonce idzie nisko i zatacza koło.
To było jak w banku i tylko to mogło być moim wykładnikiem. Usypiałem na siedząco. Musiałem coś z tym zrobić, bo bałem się zamarznięcia. Chodziłem, więc wkoło skały, nacierałem się i pogwizdywałem. Nie cieszyły mnie już widoki dwu, trzy metrowych mrowisk, białych drzew porośniętych mchem. Chodziłem jak osioł w kieracie powtarzając sobie jeszcze tylko kilka godzin. Dodatkowa przykrość. Wpadł do mnie łoś. Widziałem jak stoi i się przygląda. Zapraszałem go do siebie. Ale on stał i tylko się przyglądał. Pomyślałem sobie, masz mnie w dupie, co to za zaproszenie. Nie ma kawki, nie ma papieroska. Wymyśl coś fajnego, bo i ja, napewno mam też już dość jagód. Stał jeszcze chwilę, popatrzył z pożałowaniem i odszedł. Pomyślałem sobie, ale świnia. Przytulić się teraz do tej tony ciepła to jedyna rozkosz na tym pustkowiu. Ze złości krzyczałem do niego, że jak jeszcze raz znajdę słup z bryłą soli to wyżrę go całego. Takie tzw: lizawki można znaleźć w Tundrze, są własnością łosi. Zataczane koła wokół skały dobijały mnie już całkowicie. Nie śpij gamoniu.
Kilka jeszcze innych słówek, które nie nadają się do powtórzenia. Czekałem tylko żeby odczytać wskazania mojego słonecznego zegara. Błąd, usiadłem chwilę żeby odczytać zaznaczenia mojego zegara.
image137

Widzę twarz, słyszę krzyk, szarpanie. Druga twarz tylko się przygląda. Wiedziałem, brak snu, temperatura i wychłodzenie. Majaki. Wiedziałem już wszystko. Odnosiłem wrażenie, że jadę samochodem terenowym po wybojach i przecinkach. Trzepało strasznie i nie panowałem nad głową. Nic mnie nie interesowało. Zastanawiałem się tylko, dlaczego ta jazda trwa tak długo.

Ale poczucie, że jadę w kurtce i jeszcze zawinięty w kocu odczuwając gram ciepła, powodował z drugiej strony pragnienie, jazdy bez końca. Jedyna rzecz, jaka cieszyła mnie od czterech dni.
Bałem się przebudzenia, zimna, choć miałem wrażenie, że jest to droga ku śmierci

image310

image313

image314